21.08 2018

Ukształtowały mnie kilometry

„Sport to przede wszystkim przyjemność budowana na dyscyplinie, ciągłym doskonaleniu i jakości osiągnięć” – o karierze, wsparciu i drodze do sukcesu, rozmawiamy z Agnieszką Jerzyk, triathlonistą, medalistką Mistrzostw Polski i dwukrotną olimpijką wpieraną przez Blachotrapez.
Jak zaczęła się Twoje przygoda ze sportem?
A. J.: Moja przygoda ze sportem rozpoczęła się w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy to mama zaprowadziła mnie na basen. Po blisko 3 latach nauki, trafiłam do klasy o profilu pływackim. W gimnazjum, kiedy moje pływanie stanęło w miejscu, zamieniłam pływanie na lekką atletykę. Zauważyłam też, że na zawodach biegowych zawsze wygrywałam z bardziej zaawansowanymi dziewczynami trenującymi już w zrzeszonych klubach. To mnie zmotywowało. Po dwóch latach treningu biegowego, znów tęskniłam za pływaniem, ale jeszcze dołączyłam jazdę na rowerze. Właśnie tak zostałam triathlonistką.

Najpierw postawiłaś na pływanie, jednak ciągle czegoś brakowało, jesteś taką niespokojną duszą?
A. J.: Wręcz przeciwnie. Myślę, że jestem bardzo konsekwentna i cierpliwa w tym co robię. Pływałam przez dziewięć lat. Często lądowałam tuż poza podium. Co więcej, pływałam dalej i cieszyłam się z pobijania własnych rekordów. Kiedy było trudniej, wcale nie zrezygnowałam ze sportu. Znalazłam sobie nowe wyzwanie, bym znów mogła wyznaczać sobie kolejne cele. Skupiam się na sporcie i spokojnie robię swoje.

Jakim człowiekiem prywatnie jest Agnieszka Jerzyk, ten człowiek Twardziel, który wydaje się niemożliwy do złamania?
A. J.: W zasadzie nie ja powinnam odpowiadać na to pytanie, tylko ludzie którzy mnie otaczają. Jednak wydaje mi się, że z twardziela to prywatnie we mnie mało. Lubię uśmiechać się do ludzi. Nie lubię przysparzać innym kłopotu, dlatego rzadko proszę kogoś o pomoc. Poza tym jestem straszną romantyczką i łatwo mnie wzruszyć. Jestem też bardzo tolerancyjna. Akceptuję to, co daje mi życie. Lubię zwracać uwagę na otaczający mnie świat i ludzi. Taka obserwatorka, ale zawsze patrząca przez różowe okulary.

 


Do triathlonu trafiłaś przez przypadek, jak wspominasz swoje początki? Już wtedy wiedziałaś, że to on będzie Twoim biciem serca?
A. J.: To naprawdę dziwne, ale po swoim pierwszym triathlonie - a było to w 2005 roku - wiedziałam, że to jest dyscyplina dla mnie. Czułam, że mam w nim jakąś misje do spełnienia. Teraz myślę, że przez te wszystkie lata dobrze wykonywałam swoje zadania. Mam kilka cennych wyników, które teraz są doskonałym wyznacznikiem, zwłaszcza dla młodych zawodników.

Jak wygląda Twój normalny dzień i cały cykl przygotowań?
A. J.: Zazwyczaj swój dzień zaczynam pobudką o 5:20. Punkt szósta wskakuję do wody i przepływam mniej więcej 4km. Wracam do domu i zabieram się za śniadanie. Jeśli trening był intensywny, kładę się na drzemkę. Regeneracja to bardzo ważna część treningu. Po drzemce jest czas na moją ulubioną kawę i małe drugie śniadanie. Później szykuję bidony i sprzęt na drugi trening. Zazwyczaj to kolarstwo. Pokonuję wtedy od 40 do 70 km. Wracam do domu. Jem obiad, robię pranie i mam chwilę czasu dla siebie. Później idę biegać. Zazwyczaj jest to 12-20 km, w zależności od zadania jakie mam do wykonania. Po treningu rozciąganie, kąpiel i kolacja. Tak mija mój dzień. Bywają też takie, kiedy są do wykonania tylko dwie jednostki treningowe. Wtedy mam więcej czasu dla siebie. W sezonie startowym treningu jest mniej i bywają dni całkowicie wolne. Zwłaszcza po zawodach bywa więcej czasu na regeneracje. Bardzo lubię ten okres.
Sezon startowy zazwyczaj zaczynam dość wcześnie. W tym roku pierwszy start miałam w lutym, a ostatni w bieżącym sezonie zaplanowany mam na 20 października. Po tym starcie czekać mnie będzie 2 tygodnie wakacji. Odpocznę i wrócę do pracy, zaczynając przygotowania do kolejnego sezonu.

Twoja najmocniejsza cecha?
A. J.: Wytrwałość.

Jak mówimy o mocnych stronach, to czas na najsłabsze. Czy są takie?
A. J.: Ostatnio trochę podupadła moja wiara w siebie, a sport tego nie lubi. Poza tym mam słabość do słodyczy.

Nigdy nie zdarza ci się zaspać? Zawsze jesteś czujna, punktualna?
A. J.: Dokładnie tak jest. Nie lubię się spóźniać, szanuję czas innych. Poza tym chcę być wzorem dla innych. Dlatego na treningu melduję się punktualnie. Mam dość płytki sen. Jeśli ktoś wejdzie do pokoju, budzę się raz dwa. A dobra czujność na zawodach niejednokrotnie przesunęła mnie do przodu w klasyfikacji.

Jaką część Twojego życia stanowi samodyscyplina?
A. J.: Myślę że sporą. Sport wyczynowy to głownie samodyscyplina. Odkąd trenuję triathlon, czyli od 13 lat, nie opuściłam żadnego zadanego mi treningu. Może oprócz jednego dnia, w którym jednocześnie wydarzyło się coś osobiście trudnego i smutnego. Wtedy nie zrobiłam nic.

Zdarzają się momenty zawahania? Sprawiasz wrażenie osoby, która zawsze osiąga to, co chce
A. J.: Oczywiście, że są momenty zawahania. Miałam taki po Igrzyskach w Rio. Widziałam, że zdołałam tam pojechać, wywalczyć bardzo dobre miejsce i zwyciężyć z wieloma bardzo dobrymi zawodniczkami. Dla innych nie miało to kompletnie znaczenia. Polski Związek Triathlonu przed wylotem nie życzył powodzenia, nie odezwał się też po starcie. To było trudne, bo przecież reprezentowałam tam cały polski triathlon. Nawet sezon następujący po igrzyskach, kiedy chciałam wylecieć gdzieś na zawody - nie miałam finansowania. To było dość frustrujące. Teraz za starty muszę płacić sama, mój manager stara się pozyskać sponsorów, którzy opłacą moje przeloty. Jednak to nie takie proste.

Zawsze pasja ponad wszystko?
A. J.: Nie ponad rodzinę. Pasja jest zaraz po niej.

Twoja dyscyplina to ląd i woda. Na przekór wszystkiemu zawodowo spełniasz się w Siłach Powietrznych?
A. J.: Fajne spostrzeżenie. To prawda. Służę w Siłach Powietrznych, w poznańskich Krzesinach. Przynależę do Wojskowego Zespołu Sportowego i jestem żołnierzem w stopniu starszego szeregowego. Startuję dla wojska w przeróżnych zawodach sportowych. W przyszłym roku, czekają mnie Światowe Igrzyska Wojskowe, które odbywają się co cztery lata.

 


 
Bez którego z żywiołów nie wyobrażasz sobie życia?
A. J.: Zdecydowanie bez wody. Może dlatego, że jest w moim życiu od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wtedy zaczęłam trenować pływanie. Z kolei ostatnio jednym z punktów do odhaczenia na mojej liście marzeń jest nurkowanie. Bardzo chcę się tego nauczyć.

Czym dla Ciebie jest dom?
A. J.: Dla mnie dom to ostoja spokoju. Miejsce, w którym czuję się bezpiecznie. Dom to rodzina, a ja na lepszą trafić nie mogłam. Choć od jakiegoś czasu mieszkam sama wciąż mój dom jest tam, gdzie mieszkają rodzice. Moje mieszkanie to jak na razie tylko cztery ściany. Prawdziwym domem stanie się, kiedy będzie w nim rodzina. Ja na swoją własną muszę jeszcze poczekać.

Jak trafiłaś do armii?
A. J.: Dość przypadkowo. Oglądałam wiadomości sportowe w miejskiej telewizji i była tam transmisja z wojskowych biegów przełajowych, w których startowała inna polska triathlonistka. Zaciekawiło mnie jak to się stało, że Maria Cześnik jest żołnierzem. Wtedy dowiedziałam się o systemie Wojskowych Zespołów Sportowych, które tak na prawdę mają miejsce w armiach całego świata. Bardzo dużo zawdzięczam polskiemu wojsku. Dzięki niemu mogę stale podnosić swój poziom sportowy, a starty w zawodach dla armii bardzo motywują do cięższej pracy. Poza tym można powiedzieć, że spełniłam marzenie o mundurze. Miałam w planach wybrać się do szkoły policyjnej. Chciałam pracować z psem tropiącym w wydziale kryminalistyki. Mimo to wybrałam liceum ogólnokształcące i sport.

Wyzwania to Twoje drugie imię?
A. J.: Zdecydowanie tak. Lubię wyzwania, lubię próbować nowych rzeczy. Nie znoszę nudy. Kiedy nadarza się okazja na zrobienie czegoś innego, chętnie podejmuję wyzwanie. Myślę, że każdy z sportowców ma to w krwi.

Wierzysz w życiowe przeznaczenie? Czy do wszystkiego dochodzi się ciężką pracą?
A. J.: Wierzę, że przeznaczenie macza palce w naszym życiu i zdecydowanie prowadzi nas na odpowiednią drogę. Jednak to, co my na tej drodze zrobimy - zależy już od nas. Również w dużej mierze od naszej wytrwałości. Czasem przeznaczenie jest tak uparte, że daje nam kolejną szansę na przemyślenie tego, co w życiu jest właściwe, dobre dla nas samych. W końcu to przeznaczenie.

Skąd pomysł na związanie się z firmą Blachotrapez?
A. J.: Pomysł pojawił się w ciężkim dla mnie roku, po igrzyskach olimpijskich w Rio. Kiedy nie mogłam wystartować w wielu zawodach ze względu na brak finansowania. Szukałam partnerów do współpracy, którzy pomogą mi wystartować w Mistrzostwach Świata. Spotkałam wtedy wielu pracowników Blachotrapezu, którzy sami uprawiają sport. Podsunęli mi ten pomysł. Mówili: fajnie byłoby mieć Cię w teamie. To było motywujące. Poza tym logo Blachotrapezu widnieje na koszulkach wielu rozpoznawalnych sportowców. Myślę, że w tym wypadku również zadziałało przeznaczenie.

 


 
Możesz w jakiś sposób porównać się do cech produktów Blachotrapez?
A. J.: Na pewno triathlon to dyscyplina, którą cechuje wytrwałość i wytrzymałość, czyli cechy które odnoszą się także do produktów firmy. Triathlonistów często nazywa się ludźmi z żelaza. Dlatego żaden inny sport, tak mocno nie jest dopasowany do marki Blachotrapez. Od wielu lat w tej dyscyplinie jestem najlepsza, także trafił swój na swojego
W życiu jak w pracy - tylko dyscyplina

A. J.: Raczej z akcentem na TAK. Mam swoją hierarchię wartości w życiu i tego się trzymam. Rzeczy ważne są na pierwszym planie. Aby to wszystko utrzymać w odpowiednim miejscu, dyscyplina jest konieczna.

Pozwalasz sobie na chwilę słabości?
A. J.: Tak. Słabość nosi imię czekolada.

Zdarzyło Ci się kiedykolwiek prosić ludzi pomoc, chociażby w najmniejszej rzeczy?
A. J.: Oczywiście. Tutaj znów wracamy do triathlonu, mojej pasji i pracy. Zwróciłam się do kilku firm o pomoc w sfinansowaniu wyjazdów na zawody czy zgrupowania. Nie było to dla mnie łatwe i kosztowało mnie wiele odwagi. A to dlatego, że jestem raczej "Zosia samosia". Musi się naprawdę wszystko walić, bym prosiła o pomoc. Teraz zajmuje się tym Emil Wydarty, który postanowił mi pomoc i został moim  managerem. Dla mnie było to zbyt trudne. Poza tym lubię radzić sobie sama i nie chcę dodawać pracy innym.

Podobne aktualności

17.09
2018
Pani Izabela – Ostatni laureat konkursu #JesteśTwardzielem!
03.09
2018
50 lat gwarancji – jakość budowana na trwałych fundamentach
30.08
2018
„Złoty dąb 3D” naturalnie nowy kolor w ofercie produktowej
21.08
2018
Pani Agnieszka - laureatka konkursu #JesteśTwardzielem

Newsletter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco. Nie przegap żadnej wiadomości związanej z działalnością Blachotrapez.
Wypisz się z newslettera.